Erotyka â strony, Obrazki i wiele wiÄcej na WordPress W poszukiwaniu energii elektrycznej na Pustkowiach - tu widzę pewne wady w postaci nie przygotowania przeze mnie jakiś zdjęć czy ilustracji. Z drugiej jednak strony mogę się sam siebie zapytać - po co to??? Ten ten jak słusznie zauważył Abadon, ale co i ja też do tego podszedłem - nie miał być omówieniem zasad działania akumulatora. Ale nie miał być też dywagowaniem o moich wrażeniach i przemyśleniach z "wpatrywania się w ekran monitora" podczas gry w Fallouta.
Miał to być (i uważam, że jest) wypośrodkowany tekst między nudnymi dywagacjami z politechnicznych skryptów a ziomalskim opisywaniem technicznej rzeczywistości ale czasopismo Focus (no może dodatek naukowy do Fuctu)
Napisane po poście Aba:
Ja tu widzę inny problem - związany z trwałością materiałów. To, że w Mad Maksie ludzie mogą śmigać samochodami to jeszcze rozumiem. Suchy, australiski klimat, no i parę lat po wojnie atomowej.
Ale Fallouty? Akcja F1 zaczyna się 80 lat po wojnie, no nie? Więc niech mi ktoś wobec tego powie, czy ma może w użyciu metalowe rzeczy swojego pradziadka. Że o F2 nie wspomnę
Z drugiej strony każde działanie polegające na polepszeniu sobie życia na Pustkowiach, będzie wymagać jakiejś znajomości techniki. Ale te dywagacje możemy rozwinąć dalej - zadając sobie pytania - czy znajdziemy odpowiednie narzędzia i materiały.
Więc idąc tropem zdrowego rozsądku i jak największego prawdopodobieństwa - moją koncepcję wykorzystania biogazu można zastosować, w np. jakimś średnim gospodarstwie rolnym. Nasze zwierzaki jakoś tam przeżyły, szczęśliwie opad radioaktywny ominął nasze pola (bo niby czemu od razu cały kraj, kontynent, świat ma być skażony???) - i co dalej???
A no dalej może być tak jak zrobili ludzie w tej osadzie koło Modoc. Zebrała się jakaś grupka - ktoś wiedział to, ktoś tamto - i zmontowali sobie takie urządzenie. Może już wcześniej ktoś miał taką instalację w sowim gopsodarstwie?
Nie należy zakładać, że po wojnie atomowej świat zmieni w pustynię pełną dzikich zwierząt i ludzi. Będzie trudno, ale też pojawi się więcej możliwości, które rozsądni ludzie będą potrafić wykorzystać
Tak czy siak - nie bardzo mi sie widzi korzystanie z akumulatorow na dluzsza mete, a sam dawales pomysly na uzywanie biogazu (to laik niby zrobi?) w generatorach... uwazam ze "elektrownia" wiatrowa badz wodna jest prostsza w budowie To że ma się kręcić na wietrze bądź w wodzie to dziecko zrobi - ale że ma dać energię???
Do instalacji na biogaz nie trzeba wiele - oprócz znajomości ideii Pojemniki na gnojowicę, jakieś ocieplenie ich, sympatycznego ghula któremu nie będzie przeszkadzać przerzucanie gnoju Do tego przydała by się wizyta w jakimś sklepie z osprzętem - rurki, złącza etc. No i jakiś prąd (nie wiele) na rozruch pomp do przetaczania "płynnej zawartości".
Nie wdając się w szczegóły - w najgorszym wypadku otrzymamy gaz do potrzeb wytwarzania ciepła. A jeśli znajdziemy jakiegoś samochodziarza-praktyka, to można dalej myśleć.
Elektrownia wiatrowa - pomysł dobry, ale bez dostępu do specjalistycznych urządzeń się nie obejdzie. Niech mi ktoś powie - czy wie, gdzie w jego okolicy można takie coś dostać jak mini turbiny wiatrowe - a kto wie, gdzie w pobliżu ma sklep z artykułami hydraulicznymi?
Co innego jeśli przyszłoby nam mieszkać w pobliżu jakiejś elektrowni wiatrowej czy nawet i wodnej. Ale - uważam - że samemu (nawet mając jaką taką wiedzę) zmontowanie wydajnego źródła energii, takiego typu o mocy kilku kilowatów jest prawie, że niemożliwe.
I ostani mam nadzieje raz - na temat pradu
Alternator z pierwszego lepszego auta i cokolwiek (doslownie) z czego zrobisz lopaty - do zasilenia zarowki wystarczy, a przeciez nie chodzi o utrzymywanie zasilania w calym miescie... - jedyny warunek - wiatr.
I analogicznie - alternator plus cos przypominajacego kolo mlynskie plus jakis ciek wodny i tez masz prad...
A powiedz mi teraz - latwiej o cos takiego, czy o SZCZELNA instalacje gazowa i SPRAWNY generator, ze nie wspomne o problemach z ustaleniem precyzyjnym skladu mieszanki czy zaopatrzeniem w olej, ktorego z gazem nie zmieszasz (w koncu male generatory maja silniki dwusuwowe...)
No tu to masz rację, że infrastruktura związana z serwisowaniem takiego generatora będzie niezbędna. Ale rozpatrywanie jej użycia będzie przede wszystkim warunkowane czy mamy dostęp do silnika samochodowego - ewentualnie innego generatora. Czyli czy będziemy posiadali dostęp do jakiegoś w miarę dobrze wyposażonego warsztatu.
No ale tu zajmujemy się energią elektryczną - więc idźmy tym tropem.
Koło wodne - no racja, ale trzeba wpierw: - mieć dostęp do wody - rzeka o odpowiednim natężeniu przepływu wody - budowa zapory czy innego elementu spiętrzającego wodę
Chciałoby Ci się takie coś budować, mając pod sobą małą grupkę ludzi? Chyba lepiej byłoby zebrać siły i pokombinować nad silnikiem samochodowym - jeśli byśmy mieli do takowego dostęp.
No a co z tą energią? Wiatr by napędzał wiatrak, woda koło a my pstryk i już mamy prąd? NIE!!! Ponieważ wiatr musiałby mieć w miarę stałe natężenie i siłę - przy małym wiatraczku nie uzyskasz żadnego efektu. Dlatego zawodowe elektrownie wiatrowe mają takie zaje... duże łopaty - właśnie po to, żeby nawet przy relatywnie słabym wietrze uzyskiwać jakiś efekt.
Zbudujesz coś takiego - nawet mając dostęp do dobrego warsztatu ślusarskiego?
A znowuż elektrownia wodna musi przy sobie zbiornik z wodą, aby również zapewnić stałą ilość wody.
Twoje koncepcje Ab są słuszne - ale z moją opinią, którą zaznaczyłem w tym artykule. Otóż takimi "domowymi" sposobami uzyskamy efekt do naładowania naszego akumulatora i to o nie dużej pojemności. Może to wystarczyć, ale może i nie
Koło wodne - no racja, ale trzeba wpierw: - mieć dostęp do wody - rzeka o odpowiednim natężeniu przepływu wody - budowa zapory czy innego elementu spiętrzającego wodę
Chciałoby Ci się takie coś budować, mając pod sobą małą grupkę ludzi? Chyba lepiej byłoby zebrać siły i pokombinować nad silnikiem samochodowym - jeśli byśmy mieli do takowego dostęp. Znow poruszasz sie w zbyt wielkiej skali. PO zagladzie nuklearnej nie bedziesz potrzebowal zbyt wile pradu - nie bedziesz go mial jak wykorzystywac. Ot przydaloby sie swiatlo, moze mala lodowka... poza tym napedzenie kola mlynskiego nawet sporych rozmiarow mozliwe jest przy stosunkowo niewielkim cieku - moze trzeba bedzie przekopac kawalek kanalu, poprowadzic nim wode z rzeki itp. Ale to da sie zrobic mala grupa ludzi w.. tydzien? A kolo mlynskie daje spory moment obrotowy - co przeklada sie na mozliwosc zasilenia np. pomp czy innych urzadzen poprzez system przekladni z kola bezposrenio - nie marnujesz pradu...
No a co z tą energią? Wiatr by napędzał wiatrak, woda koło a my pstryk i już mamy prąd? NIE!!! Ponieważ wiatr musiałby mieć w miarę stałe natężenie i siłę - przy małym wiatraczku nie uzyskasz żadnego efektu. Dlatego zawodowe elektrownie wiatrowe mają takie zaje... duże łopaty - właśnie po to, żeby nawet przy relatywnie słabym wietrze uzyskiwać jakiś efekt. Jedna turbina prawdziwej elektrowni daje pare MW... potrzebujesz tyle?
Zbudujesz coś takiego - nawet mając dostęp do dobrego warsztatu ślusarskiego?
A znowuż elektrownia wodna musi przy sobie zbiornik z wodą, aby również zapewnić stałą ilość wody. Caly czas mamy problem skali - chcemy dostarczyc pradu sobie (rodzinie), czy miastu?
Twoje koncepcje Ab są słuszne - ale z moją opinią, którą zaznaczyłem w tym artykule. Otóż takimi "domowymi" sposobami uzyskamy efekt do naładowania naszego akumulatora i to o nie dużej pojemności. Może to wystarczyć, ale może i nie
Jak dla mnie - wystarczy
Zmuszasz mnie bym się zagłębił w politechniczne dywagacje
No dobra - pobuszuję po materiałach i wtedy się wypowiem, jaka skala byłaby nam potrzebna i czy obyło by się bez dostępu do wysokowykwalifikowanych specjalistów Bo tak bez podania wartości fizycznych to prowadzimy dyskusję na poziomie Focusa, a nie np. Młodego Technika czy Elektroniki dla Wszystkich
No dobra - to jedziemy - krótko i na temat. Bo jak na razie to widzę, że dyskusja opiera się na odczuciach a nie na konkretach
1) Jaką energię elektryczną chcemy wykorzystać, żyjąc sobie na Pustkowiach: Tu mamy dwie możliwości:
a) napięcie stałe 12 lub 24 V - skąd to napięcie? To wartość jaką dadzą nam akumulatory kwasowo-ołowiowe, znajdujące się w samochodach, ale też w urządzeniach przetwarzających energię
b) napięcie zmienne 230 V (380 V >>> 3 fazy ) - pochodzące z generatora, napędzającego prądnicę prądu zmiennego. Energia ta dostępna będzie tylko podczas pracy urządzenia. Czyli podczas zużywania cennego paliwa.
W przypadku pierwszym - ze stałego napięcia możemy zasilić urządzenia tzw. "samochodowe" (lodówki, sprzęt RTV). Posiadając przetwornicę -/~ (np UPS od komputera) uzyskamy napięcie zmienne 230 V. Ale trzeba pamiętac o ograniczonej wydajności prądowej akumulatora i działaniu prawa Ohma (tego tłumaczyć chyba nei muszę ).
Jednym słowem - sami, bądź też z grupką kumatych znajomych - nie zbudujemy sobie dużego i wydajnego źródła prądu - którego ładowanie - to już inna sprawa.
Użycie generatora spalinowego - daje nam możliwość zasilenia czegolwiek tylko chcemy - ograniczenie to moc posiadanego urządzenia.
2) Co chcemy uzyskać: No właśnie - Abadon wspomniał o skali wymaganego źródła prądu. No dobra - znalazałem w literaturze ("Odnawialne źródła energii" Ewa Klugmann-Radziemska, wyd. Politechniki Gdańskiej) przykład budowy instalacji słonecznej do domku letniskowego, która zasili nam to o i owo. Posłuże się tym przykład podobny do filmu "Zima żywych trupów"
Domek ma (podana moc urządzeń): 3 lampy w salonie >>> 36 W 1 lampa w sypialni >>> 12 W Dwie lampy do czytania >>> 14 W Lodówka >>> 50 W Telewizor >>> 50 W Hydrofor >>> 60 W
Razem 222 W. Dziwą was takie moce? No ba - instalacja jest dopasowana do zasilania napięciem 12 V. Jednym słowem - widać, że skala tego przedsięwzięcia nie jest zbyt duża. Życie w domku letnim można poniekąd uznać jak życie w warunkach PA. Ale czy będzie to życie tak samo wygodne jak było dotychczas? Chyba nie...
Dodam także, że do takiego systemu wystarczą baterie słoneczene o mocy 500 W. Cena w przypadku zakupu na zapas to kilka tysięcy złotych (takie cuś o mocy 180 W znalazłem w necie).
3) Zrobimy to po swojemu: Abadon twierdzi, że zrobienie we własnym zakresie mini-elektrowni wiatrowej to no nie mały, ale średni pikuś. OK! No wiemy, że do naszych potrzeb - dla powiedzmy 4 osób (dwie pary przyjaciół, znajomych) nie potrzeba dużych mocy.
Czyli zrobienie elektrowni wiatrowej to mały pikuś? Otóż nie! Wszystko zależeć będzie od dostępności do czynnika napędzającego wiatrak czyli do wiatru. O to przykład na podstawie Polski - KLIK. Na podstawie tej mapki widać, że nie wszędzie da sie postawić wiatrak i mieć z tego jakąś korzyść.
No ale czy możemy sobei zrobić taką instalację sami - albo z pomocą kogoś. Hmm... Stosując wzór na wstępne określenie mocy wiatraka przy założeniach wymaganej mocy 1000 W, prędkości pracy wiatru 10 m/s - otrzymamy wymaganą średnicę 1,7 m.
Mniejszy projekt? Hmm... Jestem sceptyczny, ponieważ nadal mimo wszystko uważam, że mając dostęp do stada bydła wolałbym razem ze swoimi znajomymi pobawić się w produkcję biogazu - niż bawić się w robienie czegoś, czego efektu nie byłbym pewny.
A eksperymenty ala pogromcy mitów - czyli budowę wiatraka czy koła młyńskiego tak dla jaj bym sobie darował No i pytanie - jak zbudować nawet i małą elektownię wodną na takiej rzece jak Wisła? Przy brzegu jakoś to postawić? Wbić na palach? Nie widzę tego
Z biogazem - choć nie zakładam na bank jego wykorzystania do napędu silnika spalinowego - byłoby o wiele łatwiej (choć brudniej). W razie czego byłby gaz do ogrzewania i grzania posiłków czy wody. A to już coś w warunkach PA
A ja myśle że obydwaj trochę za dużo kombinujecie na przykład z tym podgrzewaniem posiłku biogazem ja jednak sądze że zwykłe drewno by bylo praktyczniejsze. Podbnie z oświetleniem albo lodówkami. Na prawde prąd w skrajnych warunkach postapo powinien być wykorzystywany tylko w ostateczności (i wtedy pare akumulatorów albo agregat z małym zapasem benzyny wystarczy) na przykład raz dziennie włączyć radio na 10 minut aby sprawdzić czy ktoś przeżył itp. Całkowitą apokalipse przezyją ci co bez prądu i elektroniki beda umili sobie poradzić a nie ci co bez lodówki nie będą umieli żywności konserwowac albo oświetlić chaty w nocy bez lamp na prąd.
Zreszta naprawde za duzo kombvinujecie z tymi elektrowniami wiatrowymi czy wodnymi. A moze wystrczy rower i jakas mała prądnica? I już mamy odrobine prady do urochomienia na jakiś czas malego radia. Idiotyczne? prąd produkowany siłą mięśni? Nonsena? A może jednak będzie to łatwiejsze do zorganizowania niż agregat + zapas benzyny albo elektrownia wodna. Elektrownie wodone, wiatrowe albo agregaty na biogaz to będą potrzebne dużym społecznością a nie kilku osobą albo pustelnikowi.
No fakt kombinujemy Ale warto chyba rozpatrzyć różne możliwości rozważyć ich uprawdopodonienie.
Duże społeczności,hmm... Raczej ludzie związani z jakimś miejscem, którzy będą potrafili się zorganizować, "gdy opadnie już radioaktywny pył". Tacy mogą mieszkać na dużej farmie z bydłem, być ludźmi z jednostki wojskowej.
Nie chciał bym, aby zarzuty co do mojego tekstu "że nie jest on postapo" miał się osadzać na tym, że za mało napisałem o ruinach, wybuchach i słabych, chorych ludziach. Jakbym był po np. akademii morskiej, to napisałbym coś o tym jak statek stojący na redzie czy nabrzeżu wykorzystać do produkcji prądu. Może nawet i taki atomowo podwodny
Silni i wytrwali ludzie przeżyją pierwsze lata po wojnie i jakoś sobie poradzą. Ale siadanie na rowerek i machu machu - to chyba wyjście dla największych hardkorowców
Bo myślimy w innej skali ty piszesz o bazie wojskowej a ja o facecie który bedzie chciał uruchomić małe radio aby sprawdzić czy ktoś jeszcze przeżył a wetdy to ja ze swoim roewrkiem i dynamo prędzej je uruchomi niż ty ze swoim agregatem na biogaz
I jeszcze raz twierdze ze prąd w warunkach postnuklearbnych będzie potrzebny w minimalnyc ilościach. Teraz jestesmy niewolnikami prądu i to ze sądzimu ze musimy miec lodówke albo lampe z żarówą nie jest prawdę farma może istnieć bez stałych dostaw prądu podobnie jak żołnierze mogą przęzyc w bazie wojskowej.
Poza tym dobrtym pomysłem by było poszukanie wspólczesnych rozwiązan stosowanych przez ludzi żyjących w ekstremalnych warunkach czyli na pustyni w Australi albo w niedostepnej wiosce w Chinach gdzie nie ma linii energetycznej tam prąd dla wioski zapewniaja ogniwa słoneczne bo tylko to sie im oplaca a nie agregaty chociaż w warunkach posatpo to oczywiście agregat będzie łatwiejszy do wykonania niz ogniwa. Kiedyś czytałem instrukcje z II Wojny dla niemieckich żołnierzy opisująca jak napędzac samochód dymem z małego piecyka węglowego umieszczonego na błotniku nie wiem na jakiej zasadzie to działało ale słowo daje ze ten "dym" jakoś silnik nepędzał.
Nie czepiaj się tak tej bazy wojskowej To może być jakiś zakład pracy, warsztat - cokolwiek. Najważniejsi są ludzie i ich wiedza i pomysłowość. Nie należy zakładać, że po wojnie atomowej wszyscy sie załamią, jak też nie należy zakładać, że wszyscy ubiorą kolorowe majty jak w MadMaksie i bedą się "wczuwać w klimaty"
a ja o facecie który bedzie chciał uruchomić małe radio aby sprawdzić czy ktoś jeszcze przeżył a wetdy to ja ze swoim roewrkiem i dynamo prędzej je uruchomi niż ty ze swoim agregatem na biogaz Toż ja przeca o tym właśnie tam napisałem - o podręcznych pomysłach na szukanie prądu - a tu do mnie z wontami, że tekst jest mało postapo
A co do rowerka i dynama - to tak, łatwo nie będzie (chyba). Rozważmy to po kolei: - dynamo od roweru dostarcza nam bodajże napięcie 6 V - ale napięcie zmienne - odbiorniki radiowe masz różnej maści - na bateryki 1,5 V (małe ajpody), 3 V (walkmany) i normalnie zasilany sieciowo sprzęt RTV (9 V).
Nie próbowałem - ale miałbym opory podłączać na żywca rowerek z dynamem do do zacisków bateryjnych naszego radia.
Hu ju gona kol?
Elektronika of korz!!! Czyli bez dostępu do kogoś, kto ma jako takie pojęcie o tych zagadnieniach raczej się nie obędzie
Jeśli miałbyś opory to byś zginoł w postapo world Wiedza akademicka często ogranicza pomysłowość.
Musze znaleźć ten opis silnika na dym z pieca
Ale przeżycie w warunkach postapo to filmy a'la Mad Maks, to nie wkręcanie sobie na larpach że goni nas mutant. Zwłaszcza, że po tym ostatnim zawsze można wrócić do domu się umyć oraz najeść.
A pomysłom z blondykowego katalogu (prąd stały/prąd zmienny - co to za różnica ) powiemy raczej do widzenia
Dyskusja nie ma chyba sensu - upierasz sie przy tym generatorze spalinowym i nawet nie probujesz przyjac innych opcji. Przyklad?
A eksperymenty ala pogromcy mitów - czyli budowę wiatraka czy koła młyńskiego tak dla jaj bym sobie darował tongue.gif No i pytanie - jak zbudować nawet i małą elektownię wodną na takiej rzece jak Wisła? Przy brzegu jakoś to postawić? Wbić na palach? Nie widzę tego huh.gif Juz wczesniej pisalem, ze trzeba by przekopac kilkadziesiat metrow niewielkiego kanalu, czy raczej rowu... oczywiscie w odpowiednim miejscu.
A rzeki jak Wisla bym omijal z daleka - bomby jesli trafia w polske, to w wieksze miasta, a te leza przy wiekszych rzekach... to oznacza niezly syf w tych rzekach.
Do pomyslow z ogniwami slonecznymi nawet nie bede sie rozpisywal - jak mamy sie "szykowac" na postapo, to wyjedzmy na jakies zadupie i zbierajmy tam to, co najwazniejsze do przetrwania bedzie. Uprawiajmy ziemie, badzmy samowystarczalni...
Przy niczym się nie upieram, kurde. Staram się tylko - w wersji eksperymentu myślowego - uprawdopodobnić wykonanie i zastosowanie konkretnego źródła energii elektrycznej.
No dobra - to rozpatrzmy elektrownię wodną
4) Ogólne warunki budowy elektrowni wodnej: Wiemy, że do potrzeb małej grupy ludzi (4 osoby) wystarczyłoby źródło energii elektrycznej o mocy do 1 kW. A nawet i mniej. W przypadku elektrowni wodnej mamy prosty wzór na określenie jej mocy w zależności od warunków rozpatrywanego odcinka tzw cieku wodnego.
O to i on:
P = (strumień objętości wody przepływającej przez turbinę [m3/s]) * (gęstość wody [kg/m3]) * (przyspieszenie ziemskie [m/s2]) * (spad użyteczny [m]) * (sprawność elektrowni [wartość bezjednostkowa])
Zakładamy, że przyspieszenie ziemskie to 9,81 m/s2, a gęstość wody równa jest 1000 kg/m3.
Wówczas wartościami jakie musimy rozpatrzyć w naszej elektowni będzie: - strumień objętości wody (zależny od wymiarów kanału) - spad użyteczny - czyli jak szybko będzie nam ta woda płynęła - mówiąc w dużym uproszczeniu.
I celowo tu podaje takie "politechniczne farmazony" by pokazać, że prawdziwe rozwiązanie to nie film, w którym wystarczy włożyć coś do wody i się będzie to kręcić.
No to załóżmy, że chcemy zbudować elektrownię o mocy 1 kW. Przyjmujemy sprawność jej na przeciętną wartość 0,8 (wzięte trochę z sufitu - bo tyczy się to konkretnych turbin), a spad na 1 metr.
Podstawiamy to do wzoru - robimy fiku miku i uzyskujemy wartość przepływu wody równą ok. 0,12 m3/s - czyli 120 litrów na sekundę.
No tak - ale co dalej...
5) To kopiemy kanał: Nie jestem geodetą czy kimś takim, ale wiem że aby coś płynęło z góry na dół to musi być zapewniona owa różnica poziomów w terenie. Jak to uzyskać mając do dyspozycji same łopaty? No bo przecież nie możemy wypuszczać wody o tak sobie w pole - doprowadzimy tylko do powodzi i do jeszcze większych kłopotów.
Jakie rozmiary ma mieć ten kanał? Jak go obudowac i umocnić? Jak samodzielnie prosto wykonać turbinę wodną? To pytania na które nie potrafię znaleźć prostej odpowiedzi
No chyba, że zrezygnujemy z tej całej wiedzy - i pójdziemy na spontana. Montujemy jako taki wirnik wkładamy go do wody (np z niskiego mostu na rzece), całość łączymy z samochodowym alternatorem albo nawet i z prądnicą od roweru. Jeśli się będzie kręcić - to spoko - mamy prąd. Ale mój inżynierski czuj mi mówi, że dużo tego prądu w takim przypadku to nie uzyskamy
Zresztą rzućcie mi tu jakimiś liczbami, przykładami - cokolwiek na podbudowanie waszych pomysłów - tak abyśmy nie obracali się w kręgu chciejstwa a relanych rozwiązań technicznych
EDIT: Elektrownię wodną w wersji mini móżna by łatwo zbudować stosując zasadę podobną do młyna wodnego. Czyli, że stosujemy wówczas bezpośredni natrysk wody na łopatki - coś a'la turbina Peltona. Co potrzeba: - mieszkać w pobliżu źródła wody płynącego sobie z "dość wysoka" - jakoś wykonać odciąg wody kierujący ją na naszą turbinę - umieć wykonać rurociąg doprowadzający wodę - np z rynn
Wykonanie proste (i cokolwiek realne) - za wyjątkiem mieszkania w odpowiedniej lokacji i posiadania minimum zdolności murarsko - ślusarskich
Jesli o zapewnienie spadku idzie - trzeba znalezc odpowiednie miejsce. Tereny przy rzekach rzadko kiedy sa plaskie jak stol..
Liczby? Jakie liczby mam ci podac skoro i tak teoretyzujemy?
I generalnie chodzi mi o zdobycie pradu PO zagladzie, a nie przygotowanie sie PRZED nia - jak wynika z Twoich rozwazan.
Poza tym kolejny raz piszesz "duzo pradu to nie da" - bo NIE MA DAC DUZO. Chcesz megawatow? po co? Telewizje bedziesz ogladal? - nie bedzie jej. A moze korzystal z komputera? - kiedy? mysle ze wiekszosc czasu zajmie ci PRZEZYCIE, czyli zdobycie i konserwacja pozywienia/opalu/ubran/itd.
Tu jest ciekawa strona ze schematami http://darmowa-energia.eko.org.pl/
Jesli o zapewnienie spadku idzie - trzeba znalezc odpowiednie miejsce. Tereny przy rzekach rzadko kiedy sa plaskie jak stol..
I nie należy też zakładać, że ludzie - jeśli przeżyją - od razu wcielą się w "falloutowych" obdartusów. Jak już to w dużych miastach - tym bardziej, jeśli takie oberwie nawet i atomówką małej mocy. Ludzie na "zadupiach", żyjacy na wsi, w lesie (Mazury, Białowieża, etc) na pewno będą chcieli mieć nadal prąd - do oświetlenia czy do odpalenia swojego np. notebooka by sobie filmy oglądać albo słuchać muzyki. Mając gospodarstwo, i nie żyjąc w terenie skażonym opadem - wbrew pozorom będą żyli tak samo jak żyli wcześniej.
Jako umiarkowany wsiok miejszkający pod stosunkowo małym miastem (Oświęcim) muszę zaprotestować. W moim otoczeniu w warunkach post-apo raczej niewielu potrzebowało by na gwałt prądu, a tym mniej ludzi chciało by używać notebooka czy słuchać mp3-ki... zgodzić się jednak muszę ze stwierdzeniem że ludzie żyli by tak jak wcześniej, tzn. tak jak 30-50 lat temu żyło się na wsi. Po pierwsze jak nie ma żarówki to nie świece tylko idę spać, albo pracuje przed domem. Po drugie wyciągam z lamusa wszystkie potrzebne użądzenia pracujące bez prądu i staram sie je przywrócić do używalności (stosując przydomowy warsztat). Po trzecie, jak już mnie wreszcie najdzie potrzeba prądu to raczej nie do żarówek a do cięższego sprzętu takiego jak młyny, piły, szlifierki, spawarki, więc jak nie będzie mocy w zasilaniu to i tak nie warte to zachodu. PS. Mam nadzieję że nie zabrzmiało ostro (bo absolutnie niemiało), poprostu tak wg. mnie wygląda życie na wsi...
No i o tym właśnie pisze myślenie że potrzeba prądu do rozwoju jakiejś osady jest całkowicie błędne.
Poza tym pamiętajmy że baterie można wykonać z cytryny i dwóch drutów w tym jednego miedzianego ale pewnie tą metode pozyskania prądu też mam podeprzeć liczbami i wzorami.
Słuszne uwagi Wędrowca - opcja "no prąd - no w telewizor wgląd" jest słuszna. Wszystkim chcącym mieć przyczynek do zgłębienia tej tematyki pod względem socjologicznym polecam świetną książkę Macieja Kuczyńskiego - "Katastrofa". Świat dalekiej przyszłości - prąd jest tani bo łatwo uzyskiwany - więc wszystko się na nim opiera. Dopiero gdy ktoś zaczyna wyłączać elektrownie (istnieje podejrzenie, że to UFO ) - wszystko się wali.
Upadek z elektrycznego piedestału w tej książce jest dla ludzi bolesny. Zezwierzęcenie następuje szybko. My - ludzie współcześni takiego czegoś byśmy niedoświadczyli.
Ale nie należy też zakładać, że bez prądu żyło by się dobrze. Starszym ludziom - na np. wiosce tak. Ale młodym?
Powiedzcie mi - czy mając średnie umiejętności techniczne - poddalibyście się? Nie trzeba mieć wiedzy na poziomie politechnicznym (z własnego doświadczenia wiem, że to czasem przeszkadza ) - aby stać z założonymi rękami. Ale wiedzieć coś trzeba - niestety
Poza tym pamiętajmy że baterie można wykonać z cytryny i dwóch drutów w tym jednego miedzianego ale pewnie tą metode pozyskania prądu też mam podeprzeć liczbami i wzorami. Hmm... zrób doświadczenie i przekonaj się naocznie co z tego będzie. Jakie uzyskasz napięcie (choć to można określić za pomocą szeregu elektrochemicznego), jaką wydajność prądową, jak długo utrzymasz w miarę stałe napięcie.
BTW Dexter (ten od laboratotium) użył kilka tysiecy hmm... chomików do napędu generatorów do uzyskania większej mocy. Co mu z tego wyszło to wiemy
Ten dział Shamo tak ma, że tu raczej to z konkretami prosimy
Oczekujesz konkretow to sobie sam policz.Ja w razie potrzeby po prostu znalazlbym jakis alternator i wymajstrowal naped do niego - nie wiem ile pradu bym mial, ale jakies "niezbedne" (w cudzyslowiu, bo bez pradu zyc mozna) minimum na pewno. Bez liczb, wzorow i calej masy teorii. Za to z dwiema recami, mlotkiem i gwozdziami ;P
Ale się wykpił - phiii!!! Ja też jestem praktykiem - choć bardziej w temacie elektroniki niż mechaniki. Ale dobra - policzę - jak znajdę dane alternatora z jakiegoś popularnego samochodu
Hmm... A tak oftopem
Wielki budynek, a w środku Abadon pilnujący Ludzkich baterii. Nawiązanie do filmu "Matrix" - maszyny uzyskiwały energię z ludzkich ciał. Warto przeszukać szafeczki, są pozamykane, ale łatwo je na szczęście otworzyć. Znowu autorzy humorystycznie podeszli do uzyskiwania energi z ludzi. Jacyś kolesie truchtają po bieżniach, do tego są wykończeni (Homoledwosapiens ). Znajome?
Nizenajome - co to?
Co prawda to autorski opis - ale przekazujący chyba sporo szczegółów To lokacja losowa w FT nosząca nazwę Druty >>> klik
Rowerki rulez
Śmiej się smiej ale jak spadną bomby to ja małe radyjko szybciej uruchomie wykorzystując kilka baterii domowej roboty albo prądnice z rowerem niż ty skonczysz obliczenia, znajdziesz agregat i przystosujesz go do gazu z odchodów.
Kiedyś też czytałem że rosjanie podczas drugiej wojny światowej ładowali akumulatory radia przy pomocy takiego uzrądzenia wyglądającego jak radiator nakładanego na lampe naftową i ten "radiator" nagrzewając sie produkował prąd, nie wiem jak to sie dokładnie nazywało chyba bateria Gluschera czy jakos tak...
Znalazłem tez informacje o zasilaniu silnika samochodu gazem drzewnym i węglowym http://igr.ibmer.waw.pl/index.htm?PHPSESSI...ews/n010110.inc a pewnie mi nie wierzyliście miałem też kiedys fotografie niemieckiego kabrioletu należącego do armii i miał on właśnie na błotniku mały piec. Mysle ze to lespza metota niż szukanie beznyny po jakiś opuszczonych stacjach paliwowych. A tu http://www.allegro.pl/item191847766_zeuch_...43_holzgas.html można kupic orginalną niemiecką instrukcje opisującą działanie takiego urządzenia A tu model do sklejenia przedstawiający takie samochód http://www.modellbau-universe.de/index.php...78&content=prod ale wygląda inaczej niż ten którego zdjęcie widziałem tamtem miał piec na błotniku.
A tu macie zdjęcia garbusa zasilanego takim gazem z drewna:
II Wojna Światowa to kopalnie wiedzy na temat radzenia sobie w ekstremalnych warunkach
A i odrazu mówie że żadnych obliczeń ci sgounk nie wykonam i musisz uwierzyć fotografią że niemcy takie coś na całkiem dużą skale stosowali podczas wojny.
Coś się tak na ten biogaz uparł? I już Ci Keni udowodniłem, że prędzej uszkodzisz sobie radio niż zasilisz go prądem z rowerowej prądnicy
Ciekawe rzeczy tu zapodałeś - poprawię Twój post w tym i owym - linki
Kiedyś też czytałem że rosjanie podczas drugiej wojny światowej ładowali akumulatory radia przy pomocy takiego uzrądzenia wyglądającego jak radiator nakładanego na lampe naftową i ten "radiator" nagrzewając sie produkował prąd, nie wiem jak to sie dokładnie nazywało chyba bateria Gluschera czy jakos tak... Zapewne chodziło o ogniwo Peltiera - działające w "inwersyjny" sposób
Bo benzyna sie skończy a biogaz czy biopaliwo (które można w małych ilościach nawet w mieszkaniu zrobić) będzie podstawą
A co ty mi tam znowu poprawiasz?
Orty i literówki - dop. Squonk
Edit.1 jakie błędy
Ten silnik spalinowy zasilany drewnem do niezwykle ciekawy pomysł i skoro mieszkaniec byłej Jugosławi jest w stanie to wykonać to myśle że i Polak w potrzebie po dotarciu do jakiegoś warsztatu samochodowego albo ogólnie warsztatu i znalezieniu blachy albo starego bojlera czy pieca będzie mógł to wykonać a gdybam też sobie że mały silnik spalinowy na przykład od agregata będzie można zasilić dużo mniejszym i bardziej kompaktowym piecem, pozostaje problem zdobycia opału ale birąc pod uwage fakt że w naszym kraju lasów, "krzewów" i "drzewów" nie brakuje nie byłoby to problemem.
Zapewne chodziło o ogniwo Peltiera - działające w "inwersyjny" sposób Nie wiem w jaki sposób i czy o to ogniwo ale wiem ze ładowali przy pomocy tego akumulatory nakładając ten radiator na lampe i ze chyba u nich to się nazywała bateria Guchnera czy jakiegoś pana na G Jak masz o tym więcej info to wklej chociaz z tego co pamiętam tam był wykorzystywane jakis żel który może wtedy był łatwo dostepny ale teraz pewnie ciężko by go zdobuć choć moze można to zastąpić współczesnie dostepnymi substancjami.
I już Ci Keni udowodniłem, że prędzej uszkodzisz sobie radio niż zasilisz go prądem z rowerowej prądnicy
Udowodniles? Gdzie? Pokaz obliczenia
Prądnica od roweru produkuje napięcie zmienne. Powiedz mi miszczu jak to chcesz na żywca - czyli prosto podłączyć do odbiornika działającego na baterie - czyli na prąd stały?
A czemu na prosto? Przecież wystarczy dorwać cztery diody (nieświecące) i zbudować prostownik.
Squonk, lepiej nie łap ludzi za słówka bo można odnieść wrażenie, że kończą ci się argumenty.
Ironia Squonk - znasz to slowo?
Ciagle marudzis o obliczeniach, wiec jak twierdzisz ze cos "udowadniasz" a sam zadasz obliczen.... zreszta co ja Ci bede tlumaczyl, kumaty dosc chyba jestes
Nie łapię za słówka - tylko jeśli ja staram się podawać konkretne argumenty, czasem i liczby - to chyba dobrze aby i pozostali współdyskutanci robili to samo. Bo tak to zejdziemy do godnego poziomu CP albo TD - a tu nie to chyba chodzi
Skoro więc ktoś pisze, że bardzo łatwo podłączy prądnicę rowerową do radia - to niech doda, że zmontuje przy tym taki ów prostownik.
Bo jak nie, to ja powiem, że zbuduję sobie elektrownię atomową! Ale w myślach dodam, że jak uzbieram parę miliardów dolarów
Dyskusja dyskusją, a ja tu widzę świetny materiał na artykuł do Reaktora. Te samochody z piecami i ogólnie metoda zasilania drewnem pojazdów <i nie tylko> aż proszą się o szersze opisanie. Pomysł jest, potrzebny jeszcze autor. KeniG? Squonk? Ab? :>
<Wybaczcie offtop, ale taki artykuł byłby naprawdę interesujący>
Dobry pomysł! No młodzieży - do roboty! "Wujek Squonk" oferuje ze swej strony przejżenie i poprawienie tego tekstu pod względem zgodności z konsty... z pierwszą i drugą ZT I obiecuję - że żadnych obliczeń
Choć podanie wartości opałowych różnych paliw w kontekście porównawczym byłoby wskazane
Wydaje mi się, że wielu tutaj cieszyło by się również z artykułu o energii napisanego z uwzgflędnieniem wszystkich możliwych źródeł energii z podaniem wad (wymagań) i zalet (korzyści). Z tym tylko że w artykule w reaktorze to już było, choć może troszkę zbyt ogólnie.
To ja mogę o zasilaniu samochodów gazem drzewnym napisać potem Sqounkowi wysle a on sie tam dopisze i obali co niektóre moje wywody . Zresztą w niemczech tym gazem się jakoś też domy ogrzewa, przed wojną i zaraz po w kotłowniach w Polsce (takich małych na przykład w szpitalu itp) te technike też wykorzystowano. Tylko nie wiem jak z wykorzysteniem róznych zdjęć znalezionych w necie. No i nadal nie znalazłem zdjęcia tego kabrioletu z piecem na błotniku.
Artykuł o wszystkich źródłach energi można zrobić na podstawie tamtej strony o energi, nawet opisali energie duchową
Tu macie ciągnik na gaz z drewana w warunkach po apokalipsie rolnicy mogą wykorzystawać takie ciągniki na farmach kartofili z którym będą wytwarzać bimber będący jednym z najbardziej poszukiwanych i cennych towarów na polskich pustkowiach
A tu coś dla fanów starych mercedesów Już widze polską taksówke tak napędzaną
To ja mogę o zasilaniu samochodów gazem drzewnym napisać potem Sqounkowi wysle a on sie tam dopisze i obali co niektóre moje wywody Jak zaczniesz udowadniać, że "perpetum mobile" jest możliwe - to się naprawdę wkur... Tak to spokojna głowa
Tylko nie wiem jak z wykorzysteniem róznych zdjęć znalezionych w necie. Można podać linki do zdjęć w literaturze - zainterosowani skorzystają
Można podać linki do zdjęć w literaturze - zainterosowani skorzystają Ale po co komuś strona internetowa starego Szweda w kapeluszu co swego Sabba przerobił
Zwlaszcza jesli tekst ma trafic do reaktora